Greckie Leonidio


Chcąc uniknąć konieczności przedwczesnego rozpoczęcia treningów na panelu podczas ostatniego, wyjątkowo deszczowego listopada, postanowiliśmy polecieć do Grecji i powspinać się w tamtejszych skałach. W Arco lało w tym czasie niemiłosiernie, niczym podczas możliwie najbardziej burego i ponurego listopada w Polsce.



Przylecieliśmy do Aten, skąd ruszyliśmy dalej na południe, aby dotrzeć do położonej na wschodnim wybrzeżu Peloponezu miejscowości Leonidio. Sam Peloponez wywarł na mnie wrażenie ogromnej, pagórkowatej pustyni usianej wapiennymi głazami i porośniętej krępymi sukulentami, czyli typową, śródziemnomorską roślinnością. Duża część mijanych wiosek sprawiała wrażenie opustoszałych, bez żywego ducha w okolicy. W szczycie sezonu turystycznego zapewne wygląda to nieco inaczej, choć widząc te zionące pustką miejscowości trudno było w to uwierzyć. Zamiast lokalnych mieszkańców najczęściej spotykaliśmy stada kóz pasące się na tych opuszczonych terenach. Czasem można było spotkać również pasterza owiec, ale należało to do rzadkości.



Samo Leonidio okazało się być tętniącym życiem, małym miasteczkiem, pełnym barów z kawą, sklepików z lokalnymi przyprawami i oczywiście wspinaczy mówiących w różnych językach. Co było dla mnie dość dużym zaskoczeniem, w barach z kawą dzień w dzień siedzieli od samego rana głównie faceci, najczęściej na wystawionych na zewnątrz krzesłach, jakby obserwowali okolicę z lokalnych punktów obserwacji świata. Kobiety widocznie nie mają tam zwyczaju pijania kawy o poranku, a przynajmniej nie w barze.








Ponad doliną, w której znajduje się miejscowość, wznoszą się ponad dwustumetrowe klify w intensywnie pomarańczowym kolorze. W porze zachodu słońca wydają się wręcz płonąć.

O ile wspinanie w pomarańczowym, porowatym wapieniu sektorów Hot Rock i Red Rock, które znajdują się tuż ponad miejscowością i dochodzi się do nich w kilkanaście minut - było ok, to dopiero oddalone o około 30 minut jazdy samochodem od miasteczka rejony wspinaczkowe były naprawdę rewelacyjne. Po pierwsze, ze względu na odosobnione położenie, urodę okolicy i panującą dookoła ciszę. Po drugie, ze względu na przeróżne formacje skalne i kapitalną jakość skały. I po trzecie, konieczność podchodzenia pod skały około 20-30 minut odsiewała co bardziej leniwych wspinaczy, dzięki czemu w miejscach tych można było spotkać zaledwie garstkę ludzi, a czasem nikogo.


Można się tam wspinać po bardzo różnorodnych pod względem charakteru drogach - od płytowych, technicznych linii biegnących zgrabnymi filarami, przez lekko przewieszone, dobrze urzeźbione, aż po trudne, siłowe wspinanie w skalnych grotach. Średnia długość robionych przez nas dróg oscylowała w przedziale 25-35 metrów, co jest już przyzwoitej długości wspinaniem, jak na warunki skałkowe. Czasem jednak przydałaby się lina dłuższa od 70- metrowej, którą zabraliśmy, było tam bowiem sporo dróg o długości 40 metrów. Pogoda dopisała nam bezwzględnie. Temperatury , jak na koniec listopada/początek grudnia, była naprawdę niezła, bo około 18-19 stopni Celsjusza, co w słońcu było momentami aż nadto.

Oczywiście nie odwiedziliśmy wszystkich porozrzucanych po okolicy sektorów, bo jest ich tam naprawdę dużo i nie ma opcji, aby ogarnąć to podczas dziesięciodniowego wyjazdu. A potencjał wspinaczkowy tej części półwyspu jest naprawdę mega ogromny i jestem pewna, że nowe spoty sportowe będą tam powstawały niczym grzyby po deszczu każdego roku.




W miasteczku, w wielu miejscach można zakupić przewodnik wspinaczkowy zarówno po sektorach wokół Leonidio, jak i tych bardziej oddalonych. Fundusze ze sprzedaży przewodników lokalna społeczność wspinaczkowa przeznacza na obijanie nowych dróg oraz utrzymywanie w dobrym stanie tych już istniejących. Miasteczko zdaje się być przygotowane na dużą ilość odwiedzających, w związku z czym wspinacze nie mają tam najmniejszego problemu ze znalezieniem potrzebnych im informacji. Z łatwością można dotrzeć do poszczególnych sektorów, ponieważ ścieżki w nie prowadzące są bardzo dobrze oznakowane.



Na miejscu można doświadczyć niesamowitej, tradycyjnej gościnności Greków, która przetrwała do dzisiaj, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, takich jak właśnie Leonidio. Oznacza ona w praktyce to, że idąc do lokalnego sklepiku na zakupy możesz spodziewać się, że do zakupionych przez ciebie towarów sprzedawca dorzuci ci jeszcze słoik lokalnych oliwek albo główkę sałaty :)

Czym jeszcze poza może zaskoczyć cię Grecja? Ano tym, że spotkasz tam mnóstwo naprawdę pięknych kotów!


281 wyświetlenia
O Mnie

Nazywam się Marta Sokołowska i kocham miejsca otoczone górami, przestrzenią i naturą. Tam czuję się najlepiej. Od przeszło trzech lat mieszkam w najpiękniejszym dla mnie miejscu na świecie, niedaleko Arco we Włoszech, w pobliżu Dolomitów, w których od dekady wspinam się każdego lata. Tutaj mogę skakać z klifów, latać w wingsuicie, wspinać się i praktykować jogę.
 

 

 

 

Jeżeli jesteś zainteresowany wspinaniem, wyjazdami z jogą, masz jakieś pytanie bądź po prostu chcesz spotkać się na kawę - nie wahaj się wysłać mi maila.

                             💜
                       
kontakt