top of page

Lato, czas podróży

Zaktualizowano: 21 sie 2023


Artykuł, który napisałam na zlecenie agencji Happy&Rich, dla dwumiesięcznika dedykowanego dermatologom - "Cetaphil News" (nr 2) .


***


Znów przyszło lato, jak co roku. Z gorącymi dniami, krótkimi nocami i słodyczą truskawek. Przez większość wyczekiwane i utęsknione, dla niektórych uciążliwe i nieporęczne. Wszak to czas wakacji, odkrytych nóg i ciał skąpo odzianych. Czas wakacyjnych wyjazdów, urlopów i wczasów, które cudne są, jeśli chciane i z potrzeby serca płynące, a utrapieniem i zmorą być potrafią, gdy narzucone powszechnie panującym trendem czy przymusem wzięcia urlopu w letnich miesiącach narzucanym przez pracodawcę.


Lato bez wątpienia jest bardzo energetycznym czasem, pełnym słońca, śpiewu ptaków, zapachu kwiatów i wszędobylskiej zieleni drzew. Lato potrafi nas rozpieścić rozkosznie, ale i umęczyć niesamowicie. Latem generalnie więcej nam się chce, wstawanie przed świtem nie boli tak jak zimą, aktywność na powietrzu jest czystą przyjemnością, a i bezruch na hamaku w cieniu drzew jest błogą rozkoszą. Lato działa na zmysły, na nastrój, na poziom aktywności fizycznej i poziom optymizmu. Lato wielu z nas po prostu budzi do życia. Ale…nie wszystkich i nie w ten sam sposób.


Wakacyjne motywacje

Nie każdy dostaje przyspieszenia i nowej energii do działania właśnie latem. Dla niektórych energia lata jest męcząca, a społecznie przyjęta idea wakacyjnych urlopów, wyjazdów, czy też podróży, przytłaczająca. Niektórzy wchodzą w schemat wyścigu i jadą gdzieś tylko po to, by móc opowiedzieć później znajomym i kolegom z pracy, że leżąc na leżaku przy basenie w wielkim kurorcie w egzotycznym kraju, popijali drinki i jedli do oporu, bo to przecież „all inclusive” był, więc czemu nie. I im bardziej egzotycznie (choć egzotyki w kurortowym getcie raczej nikt jeszcze nie doświadczył), im drożej i wymyślniej, tym lepiej. Tylko dla kogo? Dla tego, kto z takich wakacji skorzystał - dla jego duszy, ciała, rozwoju jako człowieka, czy dla jego ego, prestiżu i podniesienia wartości własnej, gdy opowiadając o swoich „egzotycznych” wakacjach będzie widział błysk podziwu i zazdrości w oczach współpracowników?

Są i tacy, którzy wstają zza biurka i prosto z biurowca gnają na wakacyjny podbój świata, bez przygotowania, bez fizycznej formy, na hura z motyką na słońce. Na maraton górski, spływ Amazonką albo trekking w Himalaje. Bo to przecież wakacje życia! Czas rekordów i podbojów, osiągania wyników i odhaczania kolejnych punktów z listy zadań do wykonania. A w efekcie, zamiast oczekiwanych rekordów, w rekordowym tempie pozbawianie się zdrowia poprzez połamania nóg, skręcenia stawów skokowych, zapaśce i wyplute płuca. Bo ciało do wysiłku nieprzygotowane nie podoła szalonym pomysłom głowy i zwyczajnie ich realizacji nie wytrzyma.


Ostatecznie wszystko rozchodzi się o to, czy motywacja do wakacyjnych wyjazdów i przygód jest prawdziwe nasza, czy też zewnętrzna, powodowana swego rodzaju presją społeczną bądź skłonnością do porównywania się z innymi. Jeśli jest prawdziwie nasza, to zapewne dobrze przygotujemy sie zawczasu do wakacyjnych wojaży czy sportowych wyzwań, bo cytując klasyka „lepszy pot podczas treningu, niż łzy w boju”. Jeśli spędzimy wakacyjny czas w taki sposób, w jaki naprawdę tego w danym czasie potrzebujemy, będzie on niczym balsam dla naszych ciał i dusz. I może to być zarówno przygodowy wyjazd na żagle, wakacje na Malediwach, wczasy w agroturystyce czy wyjazd na leśny kemping pod namioty. Każdy rok jest inny, każdego roku my jesteśmy inni i nasze potrzeby zmieniają się zgodnie z tym rytmem.


Wakacje szyte na własną miarę

Czasem można latem zwyczajnie nie mieć melodii na wakacyjne wyjazdy i z przyjemnością spędzić najcieplejszą porę roku w wyludnionym i stosunkowo cichym, jak nigdy o żadnej innej porze roku, mieście. Cieszyć się wnętrzem własnego domu, roślinami w ogrodzie czy na balkonie, poranną nieśpieszną kawą po długich godzinach regenerującego snu. Czytaniem książek, praktyką jogi, bieganiem po parku, zwyczajnym czasem spędzanym bardzo po swojemu. Ideą urlopu jest przecież tak zwany „luz blues”, czyli spędzanie czasu tak, jak się najbardziej tego pragnie, w zgodzie ze sobą i swoimi aktualnymi potrzebami. Część osób zapewne zapyta - „Ale jak to jest spędzać czas po swojemu?”. Żeby móc odpowiedzieć sobie na to pytanie, potrzeba znaleźć czas i chęci, by pobyć trochę ze sobą samym i szczerze oraz życzliwie zadawać sobie pytania o to, czego tak naprawdę w tej chwili potrzebuję, jak się czuję, co sprawi mi radość, co da wytchnienie i zregeneruje po interesownych miesiącach pracy, co doda energii i poprawi kondycję psychofizyczną po długich godzinach siedzącej pracy za biurkiem. Pytania te są bardzo potrzebne po to, by móc odróżnić to, czego mi w tej chwili potrzeba najbardziej, co jest naprawdę moją potrzebą, a co jest tylko chęcią dorównania innym, by nie czuć się wyrzuconym poza nurt powszechnie panujących wakacyjnych trendów w środowisku, w którym się obracamy na co dzień. Jedynie bowiem rozpoznanie własnych, prawdziwych potrzeb i podarowanie sobie zaspokajających je wakacji, pozwala na odżywienie swego ciała i duszy dokładnie takim pokarmem, jakiego jej brak do dalszego funkcjonowania w zdrowiu i harmonii. Pamiętając, że tak, jak każdy rok jest inny, tak i potrzeby nasze nie są każdego roku takie same. W jednym roku możemy potrzebować wyciszenia, czasu dla siebie, snu i spacerów z psem, w innym wyjazdu w góry na trekking z plecakiem na plecach wędrując od schroniska do schroniska, aktywności na górskich via ferratach, zakwasów w mięśniach, towarzystwa znajomych i śmiechu. Tak jak jedzenie jednej i tej samej potrawy w kółko i na okrągło nie zaspokoi wszystkich potrzeb organizmu na różnorodne mikro i makroelementy, tak i spędzanie wolnego czasu urlopowego dokładnie w ten sam sposób każdego roku nie zaspokoi wszystkich potrzeb naszych ciał i umysłów. Różnorodność jest dobra i potrzebna, trzeba tylko umieć rozpoznać, czego człowiekowi w danym czasie najbardziej potrzeba.


Podróż w nieznane

Większość z nas, myśląc o podróżach, pomyśli o wyjazdach do odległych destynacji. I tak oczywiście jest, bo w czasie podróży opuszczamy „znany ląd” naszych domów, a często także kultury, w której wychowaliśmy się i żyjemy na co dzień. Zostawiamy to, co znane, by odwiedzić, poznać i doświadczyć tego, co jest od znanego zupełnie odmienne, nowe, egzotyczne. W podróży człowiek odkrywa i poznaje nie tylko nieznane mu dotąd miejsca, krajobrazy, przyrodę, sposoby życia, kulturę, ludzi i języki. Prawdziwa podróż zmienia również podróżującego. Poszerza jego horyzonty i świadomość o różnorodności świata i życia na nim, zmniejsza dystans między „nami” a „nimi”, ale także ukazuje w bardzo wyraźnym świetle nasze własne przekonania, przyzwyczajenia, lęki. Odwiedzając miejsca dotąd nam nieznane, poznajemy samych siebie w innym kontekście, w nowych sytuacjach, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć. Dowiadujemy się o sobie rzeczy, z których wcześniej zupełnie nie zdawaliśmy sobie sprawy. I jest to bez wątpienia bardzo cenne doświadczenie, wzbogacające nas o nową wiedzę o nas samych. Podróże zmieniają nas i nasze postrzeganie życia.


Zmiana perspektywy

Niewątpliwą wartością podróży jest poznawanie siebie. W podróży zwalniamy, zmieniamy tempo życia, stykamy się z niespodziewanymi wyzwaniami, z którymi nie musimy zmagać się w naszym codziennym, poukładanym życiu. Rzeczy dotąd zwyczajne i będące dla nas normą, jak woda płynąca z kranu po odkręceniu kurka czy pralka do prania, zaczynamy postrzegać jako prawdziwe dobrodziejstwo. Przyzwyczajenie do drobnych cudów i wygód, w jakich żyjemy na co dzień, z czasem staje się dla nas zwyczajne i przestaje wydawać się czymś wyjątkowym. Tymczasem w podróży w inne zakątki świata, zwłaszcza te, w których ludzie żyją w bardzo prosty sposób w swoich lokalnych społecznościach, w których status ekonomiczny mieszkańców jest dla nas niewyobrażalnie niski, możemy otworzyć oczy i zacząć doceniać to, co mamy. Możemy zobaczyć, z jak wielką ilością niedocenianych przez nas wygód żyjemy. Możemy także doświadczyć ogromnej serdeczności od ludzi żyjących w warunkach o wiele trudniejszych od naszych i zobaczyć, że szczęście i wdzięczność nie zależą od statusu materialnego i posiadanych przez nas dóbr i luksusów. Podróże, te prawdziwe, otwierają oczy.


Poza utarte schematy, ku kreatywności

W podróży nie działamy schematycznie, bo nie znamy schematu działania w nowym dla nas środowisku. Odpuszczamy kontrolę i pozwalamy rzeczom dziać się, a podróży płynąć. Czasem, spędzając wakacyjny czas w domowym zaciszu czy letnisku na wsi, w przyrodzie, możemy odbyć piękną i niesamowicie interesującą podróż wgłąb siebie. Gdy zgiełk pośpiesznego życia codziennego ustaje, gdy można wyjść poza utarty schemat dnia, gdy nie staramy się kompulsywnie zapełnić czasu od świtu do zmierzchu rozmaitymi zadaniami do wykonania, pojawia się przestrzeń. Pusta przestrzeń pełna możliwości. Przestrzeń na czucie, na pytania, na które nie musimy udzielać sobie natychmiast odpowiedzi. Przestrzeń na to, by odpowiedzi przyszły do nas same w odpowiednim momencie, nie z racjonalnego pocenia się nad rozwiązaniem, a z emocji, z czucia, z intuicji, która w ciszy podpowiada najlepsze rozwiązania i której głos w ciszy jedynie można usłyszeć. Często przełomowe rozwiązania i pomysły wrzucające nas na od dawna poszukiwane tory w życiu, przychodzą właśnie wtedy, gdy odpuszczamy kontrolę, przestajemy racjonalnie analizować i zmagać się z natłokiem myśli podpowiadających tysiące rozwiązań. Nie od dziś wiadomo, że czas wolny od zadań i obowiązków, który przez niektórych nazywany jest „nicnierobieniem”, sprzyja naszej kreatywności. Czasem, paradoksalnie, wakacje spędzone na samotnej wędrówce przez góry, czy też na wyjeżdzie poza miasto, bez żadnych planów, ot tak, uświadamiają nam w jakim miejscu w życiu jesteśmy, czego nam w tym naszym życiu brak, co służyło nam przez lata, ale już sie wysłużyło i już dłużej nie jest nasze. O czym zawsze marzyliśmy, ale nigdy nie odważyliśmy się po to sięgnąć - bo zawsze było coś ważniejszego, brakowało czasu, pieniędzy, wiary w siebie. Taki czas może okazać się prawdziwym przełomem na najgłębszym poziomie naszego jestestwa i skierować nas na nowe, nieznane lądy naszego życia. Przenosząc się do wnętrza - odkrywając je z ciekawością niczym odległą, egzotyczną krainę, dając sobie czas na bycie i czucie, czas prawdziwego zainteresowania sobą - pozwalamy intuicji działać, a sobie samym usłyszeć jej cichutki głos płynący z naszego wnętrza. Podróż wewnętrzna może być równie odkrywcza, przełomowa i inicjująca realną zmianę, jak najdalsza podróż na drugą półkulę Ziemii.


Zwolnij, by usłyszeć co ci w duszy gra

Czasem zdarza się, że nadaktywnością i braniem na siebie tysiąca zadań, maskujemy poczucie wewnętrznej pustki. Wypchany po brzegi grafik i szczegółowe plany na dwa lata wprzód dają poczucie celu w życiu i kontroli nad jego biegiem. Nie chcę tu w żadnym wypadku pisać o tym, że cel w życiu nie jest potrzebny, bo jest. Każdy z nas potrzebuje kierunku i przekonania, że to, co robi, ma jakąś wartość. Każdy też jest odpowiedzialny za rozpoznanie i nadanie celu swemu życiu, zgodnie ze swymi wartościami i przekonaniami. Chodzi jednak o to, by swoje cele rewidować, przyglądać się im raz na jakiś czas i sprawdzać czy wciąż są nasze. Zdarza się czasem, że ktoś żyje przyjmując za cel życia coś, co zupełnie do niego nie należy, co przypadkiem przejął od kogoś, traktując jako cel własny. Zatem tak, jak robi się co jakiś czas przegląd ciuchów w szafie, sprawdzając co w niej jest, czego nie założyliśmy na siebie od pięciu lat, z czego wyrośliśmy, a co kiedyś było naszym ulubionym kolorem, ale już nie jest, dokonujmy przeglądu naszych życiowych azymutów. Postępujmy z nimi tak samo, jak z ubraniami, które przez jakiś czas nam pasowały i służyły, ale już nie służą, nie pasują, nie czujemy sie w nich dobrze. Możemy rozdać je i pozwolić im na „drugie życie” w rękach ludzi, którzy się z nich ucieszą i zrobią dobry użytek. Podobnie możemy pożegnać nasze cele, które nie motywują nas dłużej do działania, nie są zgodne z nami takimi, jakimi jesteśmy dziś. Puśćmy je wolno, zróbmy w naszej wewnętrznej szafie przestrzeń na nowe. Pozwalając sobie na wewnętrzny remanent, możemy uszyć dla siebie nowe cele, dopasowane do swoich prawdziwych i aktualnych potrzeb. Takie, które nas motywują, dają chęć do życia i rozwijają. Jednym słowem, przenoszą nas w lepsze dla nas miejsce w życiu. Wakacyjny czas może być dobrą okazją do przeprowadzenia takiego remanentu.


Za głosem ciała

Jednym ze sposobów na podróż do swego wnętrza jest praca z ciałem. Naszym własnym, kochanym (oby!), najwierniejszym towarzyszem życia od pierwszego do ostatniego oddechu. Ciało czuje, odbiera i rejestruje wszystko, co nam się w życiu przydarza. Każda emocja, którą przeżywamy, zapisana zostaje na poziomie komórkowym naszych ciał, przez co z całym przekonaniem powiedzieć można, że emocje - tak jak i pokarm, który spożywamy - budują i wpływają na kształt, witalność i ogólną harmonię ciała. W codziennym życiu, pełnym zadań, obowiązków zawodowych i zbyt krótkiej doby, ciało jest często traktowane machinalnie, niczym pojazd. Czasem w natłoku spraw zapominamy o nim i jego potrzebach, a narzucamy mu zbyt dużo wymagań. Niedosypiamy, żywimy się byle czym i o nieregularnych porach, nie dajemy mu odpowiedniej porcji ruchu na świeżym powietrzu i czasu na relaks. Czasem wręcz przeciwnie, zakatowujemy ciało aktywnością fizyczną ponad miarę, wyciskamy z niego siódme poty katorżniczymi treningami, niedojadamy, próbujemy je zmienić i dopasować do nierealnych wymiarów i kształtów wymyślonych przez głowę. Ciało to wszystko znosi…do czasu. Bo jak każdy materiał, ma swoją określoną wytrzymałość na obciążenia, po przekroczeniu której wysiada, zatrzymuje się. Latem, gdy ciała nasze wychodzą spod ukrycia pod niezliczonymi warstwami odzieży, możemy nawiązać z nimi bliższy kontakt. Ucieszyć się z tego, że je mamy, bez względu na kształt, kilogramy, ilość mięśni czy karnację skóry. Podziękować za to, że są i umożliwiają nam życie. Poczuć co w nich się dzieje, jak się czują, czego potrzebują. Czy mają pokłady skumulowanych napięć w jakichś szczególnych miejscach, czy poruszają się z gracją i lekkością, czy wręcz przeciwnie - są zmęczone, przygarbione od ciężaru oczkiwań wobec nich, apatyczne. Zainteresujmy się nimi, wyprowadźmy na spacer do lasu, na pływanie w jeziorze, na masaż. Rozłóżmy matę na łące, by pośród kolorowych kwiatów polnych, koncertu owadów i świerszczy, pieszczeni ciepłym wiatrem praktykować jogę, rozciągać ciało, oddychać i czuć. Rozwieśmy hamak między drzewami i oddajmy się cudnemu uczuciu bycia kołysanym. Podczas kąpieli w morzu czy jeziorze rozkoszujmy się boskim uczuciem bycia unoszonym przez wodę. Podczas codziennych zabiegów higienicznych wymasujmy swoje ciało pachnącym balsamem czy olejkiem, głaszcząc je z czułością. I niech celem takiego masażu nie będzie piękny wygląd czy elastyczna skóra, ale przyjemność jaką nasze ciało odczuwa. Słuchajmy siebie z uwagą i czujmy ciało, a znajdziemy harmonię i odpowiedzi na wiele pytań.


Wakacje po swojemu

A gdyby tak wyjść poza wszelkie ogólnie przyjęte ramy, oczekiwania i trendy, poza utarte ścieżki, po których wędrują codziennie w tę i z powrotem nasze myśli. Gdyby uznać za wakacje grudniowy wyjazd na narty - dla tych, którzy kochają zimę, śnieg i szaleństwo na stoku; dwa tygodnie z książką na domowym balkonie letnią porą - dla tych, którzy większość czasu w roku spędzają poza domem i tylko podczas urlopu mogą się nacieszyć urządzonymi po swojemu czterema ścianami swego mieszkania; wczesnojesienny rajd konny przez bieszczadzkie połoniny - dla tych, którzy kochają zwierzęta i kontakt z nimi, cenią spokój i ciszę; wiosenny wyjazd do ośrodka medytacyjnego w Indiach - dla tych, którzy potrzebują oderwać się od materii, telefonów, internetu i zgiełku świata, a pobyć naprawdę blisko siebie i rozgościć się w swoim wnętrzu; wakacyjny spływ kajakowy w grupie znajomych - tym, którym wody, ciszy, przemieszczania się w sposób niestandardowy i wieczorów z ulubionymi ludźmi potrzeba. Dajmy sobie i innym wybierać kiedy, gdzie i jak spędzać wolny czas. Zainspirujmy się czasem pomysłami innych, ale nie małpujmy ich mechanicznie i nie prześcigajmy się w pomysłach na najwymyślniejsze wakacje, byle by nasze były najlepsze i na wierzchu. Nie rozpaczajmy nad tym, że któregoś roku o dalekie wyjazdy ciężko, że marzenia muszą poczekać na inny czas - róbmy najlepszy użytek z tego, czym dysponujemy i co mamy tu i teraz. Czasem coś, co wydaje się beznadziejne, bo niezgodne z naszymi planami i wyobrażeniami, okazuje się powiewem świeżości i przynosi inne, zupełnie nowe spojrzenie na życie, na nasze potrzeby i cele. Płyńmy z nurtem rzeki życia, od czasu do czasu sterując wiosłem tak, by nie wpaść na wystające z wody kamienie. Ale nie próbujmy zawracać rzeki kijem. Szkoda sił na próby walki z rzeczywistością. Wykorzystajmy swoje zasoby sił do jak najlepszej nawigacji, by dopłynąć tam, gdzie chcemy, pozwalając sobie w trakcie podróży na elastyczną zmianę kierunku, gdy jakieś odgałęzienie rzeki mijane po drodze zaintryguje nas i wezwie na swe wody. A gdy dziki nurt przyspieszy i zniesie nas w nieznane rejony, których nigdy nie planowaliśmy odwiedzić, skorzystajmy z okazji i rozejrzyjmy się dookoła. Nieprzewidziane koleje losu zawsze przynoszą nowe doświadczenia, dzięki którym uczymy się czegoś nowego o sobie, o świecie i o różnorodności życia. Ta nowa wiedza niewątpliwie przyda nam się na dalszych etapach naszej podróży - czy to tej wakacyjnej, tej wewnętrznej, czy tej największej, jaką jest życie.


94 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
bottom of page