top of page

Etyka, jakość, ekologia, czyli Heartbeat

Zaktualizowano: 2 mar 2023


Dobrych dziewięć lat temu, po zakończeniu zajęć jogi na jednej ze ścian wspinaczkowych na Śląsku, zeszłam na dolne piętro obiektu. Nieopodal drzwi wyjściowych rozstawione było niewielkie stoisko z kolorową odzieżą wspinaczkową. W tamtym dniu bowiem odbywały się na ścianie zawody wspinaczkowe albo jedna z indoor’owych imprez, połączona z testowaniem butów wspinaczkowych, już nie pamiętam dokładnie. Pamiętam natomiast to stoisko, z nową w tamtym czasie na rynku, polską marką odzieży wspinaczkowej Heartbeat. I sympatyczną dziewczynę w okularach (założycielkę i właścicielkę marki - jak się okazało), z którą zamienione pierwszych kilka zdań przerodziło się po chwili w serdeczną rozmowę, po której wymieniłyśmy numery telefonów, by pozostać w kontakcie. W ten oto sposób wyszłam ze ściany z nowo nawiązaną znajomością i z parą jasnoszarych, sztruksowych spodni wspinaczkowych. Tak oto wyglądał początek długich lat współpracy - trwającej po dziś dzień - z jedną z najlepszych (moim zdaniem) polskich marek outdoorowo-wspinaczkowo-lifestyle’owych. Ach, i oczywiście produkującą bajecznie kolorowe i wygodne ubrania do jogi!

Marka Heartbeat została stworzona przez wspinaczy dla wspinaczy, zatem potrzeby ludzi spędzających większość swojego życia w skałach są jej założycielom znane i podczas projektowania ubrań uwzględniane.


Heartbeat’owe spodnie, spodenki, koszulki, topy, bluzy i czapki towarzyszą mi od niemalże dekady w codziennym życiu, w aktywnościach i w przygodach. Są świetnymi kompanami w skałach bliższych i dalszych, na górskich wycieczkach w ciepłe, letnie dni, na warsztatach i zajęciach jogi w plenerze i na sali, w podróży przez azjatyckie tropiki i we własnej praktyce jogi, a także w porannych przebieżkach po okolicznych pagórach.


Lubię je za jakość wykonania, zapewniający wygodę i swobodę ruchów krój, a także za żywe kolory.Cieszy mnie bardzo fakt, że firma dba o etykę produkcji swojej odzieży. Wszystkie ubrania marki Heartbeat szyte są w Polsce, a dokładnie - w szwalniach w moim rodzinnym mieście Łodzi. W czasach, gdy dla zwiększenia zysków wielu polskich producentów przenosi produkcję do Chin bądź innych, oferujących tanią siłę roboczą państw azjatyckich, Heartbeat pozostał w Polsce. W praktyce oznacza to, że Heartbeat’owa odzież nie jest szyta przez dzieci ani ludzi pracujących w niewolniczych warunkach (jak choćby Ujgurowie w Chinach), a przez polskie szwaczki dostające uczciwe wynagrodzenie za swoją pracę.


O trwałości Heartbeat’owej odzieży mogłabym napisać wiele. Moje pierwsze, dziewięcioletnie już spodnie, mimo intensywnego użytkowania, nie przeszły jeszcze na emeryturę. Wciąż je mam i poza niewielkimi przetarciami na zagięciach materiału, wynikającymi z użytkowania, niczego im nie brakuje.


Z jakością produktów wiąże się ich trwałość, bo coś, co zostało zaprojektowane w przemyślany i funkcjonalny sposób, następnie wykonane z dobrych gatunkowo materiałów, z dbałością o każdy detal, będzie służyło przez lata. Wiem, że pogląd mój nie jest podzielany przez wyznawców współczesnego konsumpcjonizmu, nakręcającego marketingową machinę i będącego jednocześnie przez tę machinę nakręcanym. Dzisiejsze produkty mają się sprzedawać w dużych ilościach i szybko psuć, by klient kupił kolejny produkt (o naprawianiu i dawaniu "drugiego życia", czy to ubraniom, czy popsutym sprzętom, niestety niewielu już dziś pamięta). Tylko co się dzieje z tym ciuchem, który po dwóch miesiącach zostaje zastąpiony kolejnym? Ano ląduje najczęściej na wysypisku śmieci. Na tym jednak nie kończy się jego oddziaływanie na środowisko naturalne. Zanim ubranie pojawi się w sklepie, przechodzi przez cały proces produkcyjny - od pozyskania surowca, z którego zrobiony jest materiał, poprzez przejście przez zakłady chemiczne, w których materiały są barwione, po transport (najczęściej z odległych, azjatyckich destynacji) do Europy. Cały ten proces ma swoją cenę, a jest nią wpływ na środowisko, i to niebagatelny. Przemysł modowy jest bowiem największym trucicielem środowiska przyrodniczego. Nie przemysł naftowy, jakby się mogło wydawać, a właśnie przemysł modowy. Każdy, kto choć raz w życiu odwiedził azjatycki kraj, w którym zachodnie koncerny odzieżowe mają swoją produkcję, miał możliwość zobaczyć tamtejsze zakłady chemiczne barwiące tkaniny, gdzieś pośród plantacji herbaty. I wypływające z nich rynsztokiem chemiczne ścieki, spływające wprost do gleby. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, by zakup kolejnego ubrania mógł być dokonany w sposób bardziej świadomy kosztów, jakie wyprodukowanie każdej koszulki czy pary spodni generuje. By kupować i rozporządzać zakupionymi rzeczami bardziej odpowiedzialnie. By rzeczy służyły nam przez długie lata i byśmy przez długie lata mogli żyć na planecie, na której życie w dobrym zdrowiu jest w ogóle możliwe.


Moja współpraca z marką Heartbeat i jej założycielką Anią Pipińską - bardzo ciepłą i serdeczną osobą, przerodziła się w ciągu tych lat w dobrą znajomość, którą bardzo sobie cenię. A o produkowanych przez nią ubraniach, po przetestowaniu przez te lata w zasadzie wszystkich możliwych modeli, które ukazały się na rynku, mogę śmiało powiedzieć: jakość, wygoda, swoboda. Ciuchy nie do zdarcia, czyli na lata.





96 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


bottom of page