Joga - Wadi rum, Jordania

Etyka, jakość, ekologia, czyli Heartbeat

Dobrych dziewięć lat temu, po zakończeniu zajęć jogi na jednej ze ścian wspinaczkowych na Śląsku, zeszłam na dolne piętro obiektu. Nieopodal drzwi wyjściowych rozstawione było niewielkie stoisko z kolorową odzieżą wspinaczkową. W tamtym dniu bowiem odbywały się na ścianie zawody wspinaczkowe albo jedna z indoor’owych imprez, połączona z testowaniem butów wspinaczkowych, już nie pamiętam dokładnie. Pamiętam natomiast to stoisko, z nową w tamtym czasie na rynku, polską marką odzieży wspinaczkowej Heartbeat. I sympatyczną dziewczynę w okularach (założycielkę i właścicielkę marki - jak się okazało), z którą zamienione pierwszych kilka zdań przerodziło się po chwili w serdeczną rozmowę, po której wymieniłyśmy numery telefonów, by pozostać w kontakcie. W ten oto sposób wyszłam ze ściany z nowo nawiązaną znajomością i z parą jasnoszarych, sztruksowych spodni wspinaczkowych. Tak oto wyglądał początek długich lat współpracy - trwającej po dziś dzień - z jedną z najlepszych (moim zdaniem) polskich marek outdoorowo-wspinaczkowo-lifestyle’owych. Ach, i oczywiście produkującą bajecznie kolorowe i wygodne ubrania do jogi!

Joga nad jeziorem

Marka Heartbeat została stworzona przez wspinaczy dla wspinaczy, zatem potrzeby ludzi spędzających większość swojego życia w skałach są jej założycielom znane i podczas projektowania ubrań uwzględniane.

Heartbeat’owe spodnie, spodenki, koszulki, topy, bluzy i czapki towarzyszą mi od niemalże dekady w codziennym życiu, w aktywnościach i w przygodach. Są świetnymi kompanami w skałach bliższych i dalszych, na górskich wycieczkach w ciepłe, letnie dni, na warsztatach i zajęciach jogi w plenerze i na sali, w podróży przez azjatyckie tropiki i we własnej praktyce jogi, a także w porannych przebieżkach po okolicznych pagórach.

Lubię je za jakość wykonania, zapewniający wygodę i swobodę ruchów krój, a także za żywe kolory.Cieszy mnie bardzo fakt, że firma dba o etykę produkcji swojej odzieży. Wszystkie ubrania marki Heartbeat szyte są w Polsce, a dokładnie - w szwalniach w moim rodzinnym mieście Łodzi. W czasach, gdy dla zwiększenia zysków wielu polskich producentów przenosi produkcję do Chin bądź innych, oferujących tanią siłę roboczą państw azjatyckich, Heartbeat pozostał w Polsce. W praktyce oznacza to, że Heartbeat’owa odzież nie jest szyta przez dzieci ani ludzi pracujących w niewolniczych warunkach (jak choćby Ujgurowie w Chinach), a przez polskie szwaczki dostające uczciwe wynagrodzenie za swoją pracę.

O trwałości Heartbeat’owej odzieży mogłabym napisać wiele. Moje pierwsze, dziewięcioletnie już spodnie, mimo intensywnego użytkowania, nie przeszły jeszcze na emeryturę. Wciąż je mam i poza niewielkimi przetarciami na zagięciach materiału, wynikającymi z użytkowania, niczego im nie brakuje.

Wspinanie na Sycyli - San Vito Lo Capo

Z jakością produktów wiąże się ich trwałość, bo coś, co zostało zaprojektowane w przemyślany i funkcjonalny sposób, następnie wykonane z dobrych gatunkowo materiałów, z dbałością o każdy detal, będzie służyło przez lata. Wiem, że pogląd mój nie jest podzielany przez wyznawców współczesnego konsumpcjonizmu, nakręcającego marketingową machinę i będącego jednocześnie przez tę machinę nakręcanym. Dzisiejsze produkty mają się sprzedawać w dużych ilościach i szybko psuć, by klient kupił kolejny produkt (o naprawianiu i dawaniu "drugiego życia", czy to ubraniom, czy popsutym sprzętom, niestety niewielu już dziś pamięta). Tylko co się dzieje z tym ciuchem, który po dwóch miesiącach zostaje zastąpiony kolejnym? Ano ląduje najczęściej na wysypisku śmieci. Na tym jednak nie kończy się jego oddziaływanie na środowisko naturalne. Zanim ubranie pojawi się w sklepie, przechodzi przez cały proces produkcyjny - od pozyskania surowca, z którego zrobiony jest materiał, poprzez przejście przez zakłady chemiczne, w których materiały są barwione, po transport (najczęściej z odległych, azjatyckich destynacji) do Europy. Cały ten proces ma swoją cenę, a jest nią wpływ na środowisko, i to niebagatelny. Przemysł modowy jest bowiem największym trucicielem środowiska przyrodniczego. Nie przemysł naftowy, jakby się mogło wydawać, a właśnie przemysł modowy. Każdy, kto choć raz w życiu odwiedził azjatycki kraj, w którym zachodnie koncerny odzieżowe mają swoją produkcję, miał możliwość zobaczyć tamtejsze zakłady chemiczne barwiące tkaniny, gdzieś pośród plantacji herbaty. I wypływające z nich rynsztokiem chemiczne ścieki, spływające wprost do gleby. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, by zakup kolejnego ubrania mógł być dokonany w sposób bardziej świadomy kosztów, jakie wyprodukowanie każdej koszulki czy pary spodni generuje. By kupować i rozporządzać zakupionymi rzeczami bardziej odpowiedzialnie. By rzeczy służyły nam przez długie lata i byśmy przez długie lata mogli żyć na planecie, na której życie w dobrym zdrowiu jest w ogóle możliwe.

Moja współpraca z marką Heartbeat i jej założycielką Anią Pipińską - bardzo ciepłą i serdeczną osobą, przerodziła się w ciągu tych lat w dobrą znajomość, którą bardzo sobie cenię. A o produkowanych przez nią ubraniach, po przetestowaniu przez te lata w zasadzie wszystkich możliwych modeli, które ukazały się na rynku, mogę śmiało powiedzieć: jakość, wygoda, swoboda. Ciuchy nie do zdarcia, czyli na lata.

Udostępnij

Udostępnij

Etyka, jakość, ekologia, czyli Heartbeat

Dobrych dziewięć lat temu, po zakończeniu zajęć jogi na jednej ze ścian wspinaczkowych na Śląsku, zeszłam na dolne piętro obiektu....

Marta Sokołowska

Newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać nowe wpisy e-mailem.

Zapisywanie…

Dziękuję! Sprawdź skrzynkę e-mail i potwierdź subskrypcję.

Nie udało się zapisać. Spróbuj ponownie za chwilę.