O zrastaniu kości [cz.2]

Zaktualizowano: wrz 28


Oswajanie nowej rzeczywistości

Uszkodzenie ciała skazuje cię zwykle na spędzanie większej ilości czasu w łóżku, bądź kompletnie cię do niego przygwożdża. Spędzasz więc swój czas w pomieszczeniu, którego przestrzeń staje się twoją codziennością, całym twoim światem. Jeśli nie możesz wstawać z łóżka, twój świat zawęża się do powierzchni pomieszczenia, w którym przebywasz. Do wycinka świata na zewnątrz, który widzisz przez okno, bądź do pierwszych promieni słońca wpadających codziennie do pokoju i odbijających się w szklanych drzwiczkach szafki z książkami. To jest jedyny twój kontakt ze światłem słonecznym, od którego po kilku tygodniach odzwyczajasz się całkowicie.

Rytm twojego dnia wyznacza brzask i zmierzch, codzienna toaleta, posiłki, zastrzyki w brzuch z heparyny. Poza tym dodatkowo tylko to, co zdecydujesz się zrobić z całym tym czasem, w którym generalnie niewiele jesteś w stanie zrobić. Dla mnie wypełnieniem tego czasu było słuchanie audiobooków [do czasu, kiedy mogłam już na wpół leżąc czytać książki], codzienne podnoszenie hantli i ćwiczenia obręczy barkowej, które mogłam wykonywać bez większego dyskomfortu w pozycji leżącej, telefoniczne rozmowy oraz odwiedziny znajomych.

Powypadkowa rzeczywistość bezlitośnie weryfikuje znajomości. Raz zaskakuje cię miło tym, że ludzie, których uważałeś za raczej dalszych znajomych, odwiedzają cię i są z tobą. Innym razem nie pozostawia wątpliwości, że za dobrych znajomych uważałeś ludzi, którzy nigdy nimi nie byli. Którzy byli, gdy byłeś im do czegoś przydatny, a gdy stałeś się czasowo dla nich bezużyteczny, wyparowali niczym kamfora. I choć pozostawia cię to w poczuciu rozczarowania, to koniec końców jest lepsze, niż życie złudzeniem. Ludziom, którzy znikają, gdy ty nagle znikasz z życia towarzyskiego, trzeba pozwolić odejść i nie wpuszczać ich do swojego życia, gdy ponownie do towarzystwa wrócisz. Szkoda cennego czasu. Lepiej przeznaczyć go na spotkania i relacje z ludźmi, dla których masz znaczenie jako człowiek, a nie tylko jako aktywność, którą wykonujesz [a którą przecież nie jesteś, ona ciebie nie definiuje].

Niektórzy ludzie dowiadując się, że miałeś wypadek, zapadają się pod ziemię, jak krety zaszywają się w swoich norach i słuch po nich ginie. Gdy zaś wracasz do życia, nagle wyłaniają się z krecich podziemi i wyrażają żywe zainteresowanie twoją osobą. Gdy zapytasz, gdzie byli, gdy byłeś połamany, dlaczego nigdy cię nie odwiedzili, odpowidają - „nie chcieliśmy przeszkadzać”. Hm, czyli w swojej kreciej mentalności uważają się za jasnowidzów, potrafiących czytać w twoich myślach. Wiedzą lepiej niż ty, że będą przeszkadzać. Wiedzą tak dobrze, że nawet nie muszą cię pytać o to, czy ich odwiedziny rzeczywiście by ci w jakiś sposób przeszkadzały.

Moim zdaniem jest to najbardziej durna wymówka dla usprawiedliwienia realnego braku zainteresowania człowiekiem, gdy nie jest do niczego przydatny, bo leży połamany. Albo własny, nieuświadomiony strach [przed chorobą/niesprawnością/śmiercią/przemijaniem -wiele opcji jest możliwych]. Strach, który na widok połamańca mógłby się wybudzić i zaburzyć osobnikowi złudne przekonanie o tym, że jego taka sytuacja nigdy na pewno nie dotknie.

Tak czy siak, bez względu na motywy, jeśli rzeczywiście wierzysz, że twoje zadanie pytania o wizytę czy wiadomość wysłana przez ciebie mogłaby naprawdę „przeszkodzić” w jakiś sposób połamanemu i wykluczonemu z życia towarzyskiego koledze, zapytaj samego siebie czy rzeczywiście będąc w jego skórze chciałbyś, żeby nikt ci nie przeszkadzał.

Wiadomość, telefon czy odwiedziny znajomych w czasie, gdy twoje życie ogranicza się do przestrzeni pokoju, w którym leżysz, są czymś, co potrafi rozjaśnić najbardziej nawet pochmurny dzień. Dla ciebie ten kwadrans rozmowy jest tylko jedną setną wydarzeń całego dnia, dla leżącego w łóżku może okazać się wydarzeniem dnia. Wiadomość z pytaniem „Jak sie masz?” jest niczym innym, jak informacją, że nawet nie będąc sprawnym, wciąż jesteś dla drugiego człowieka człowiekiem, a nie popsutą rzeczą. Jest miłym gestem, który na pewno zostanie ci zapamiętany. Jeśli jednak, kierowany niepohamowaną ciekawością chcesz się jedynie dowiedzieć „Jak to się stało?”, że kumpel jest połamany i interesują cię szczegóły wypadku, a nie ę człowiek, lepiej nie pisz w ogóle. Czasem pomyśl może, że najpierw jest człowiek, a później wypadek, który mu się przydarzył, nie odwrotnie. Jeśli ktoś będzie chciał ci opowiedzieć o szczegółach wydarzenia, zapewne wcześniej czy później ci o tym opowie.

Powypadkowa rzeczywistość wprowadza dużo jasności i porządku do dotychczasowych znajomości. Pokazuje które znajomości pielęgnować i docenić, a które były jedynie pustymi wydmuszkami bez większej wartości. Za wszelkie nowoujawnione i dotychczasowe dobre znajomości jestem niezmiernie wdzięczna i wzruszona nimi. Za te, których ostatnia godzina wybiła - również, bo cenię każdą, nawet trudną prawdę, ale nie powierzchowność.

Zaufanie do swojego ciała, czyli siła naszych myśli

To, w jak silny sposób nasze myśli i przekonania wpływają na ciało, najlepiej obrazuje zjawisko schorzeń psychosomatycznych czy tak zwany efekt placebo. Myśli wpływają na ekspresję genów, na równowagę hormonalną naszych ciał, na tempo bicia serca, na ilość soków trawiennych w naszych żołądkach, na napięcie mięśniowe i na wiele innych procesów. Myśli są źródłem emocji, te zaś niosą w sobie potężny ładunek energetyczny, który - czy to skierowany do wewnątrz, czy na zewnątrz - wywrze skutek.

Myśli, które kierujesz w stronę swojego ciała, wywierają na nim fizyczny skutek. Bądź dla swego ciała dobry i wyrozumiały, daj mu czas na naprawę. Proces naprawczy trwa w czasie i możesz go wspomagać, ale nie zminimalizujesz go do kilku dni. Pewna ilość czasu jest konieczna, więc bądź cierpliwy, nie poganiaj rzeki kijem. Czas płynie i wtedy, gdy przeżywasz najpiękniejsze dni w swoim życiu, i wtedy, gdy przechodzisz przez trudności i cierpisz. Zarówno chwile uniesienia, jak i chwile smutku i bólu, są tymczasowe i przemijają. Pomyśl o tym i zaufaj swojemu ciału, że zrobi wszystko, żeby wrócić do zdrowia. Nasze ciała chcą żyć.

Skorzystaj z wizualizacji i pomyśl o tym, w jaki sposób przebiega proces odbudowy kości. Wyobraź sobie setki doskonale zorganizowanych zastępów, które niestrudzenie, za dnia i w trakcie nocy, dostarczają cegiełek z substancji budulcowych i wkomponowują je w złamane miejsca. Korzystałam z wizualizacji wielokrotnie podczas procesu powrotu do zdrowia przy dwóch ostatnich złamaniach. I wiem, że ona działa. Myśli karmią nas niczym pożywienie, więc niech będą one budujące i wspierające.

Ćwiczenia i rehabilitacja

Moment, gdy nareszcie mogłam zacząć ćwiczyć i stopniowo przywracać ciału utraconą sprawność, był momentem przełomowym po każdym moim połamaniu. To jest ten moment, w którym zaczyna być już z górki. Rutyna codziennych ćwiczeń wypełnia czas i wprowadza pewnego rodzaju urozmaicenie do rekonwalescencyjnego życia. Regularność ćwiczeń ZAWSZE przynosi efekty. Gdy rozpoczynasz nawet niewielką aktywację ciała po czasie unieruchomienia, efekty są ogromne i idą skokowo z dnia na dzień. Nawet gdy ćwiczysz tę część ciała, która nie była złamana, uaktywniasz i pobudzasz krążenie krwi i przyspieszysz procesy regeneracyjne w połamanym obszarze. Gdy krew krąży, wszystko goi się szybciej.

Codzienne, regularnie wykonywane ćwiczenia, są gwarancją progresu w powrocie do sprawności. Ciesz się każdym, choćby najmniejszym efektem. Niech on daje ci motywację do dalszych ćwiczeń. Sprawność wraca stopniowo i jest efektem codziennej nad nią pracy.

Sprawdzaj i poczuj czego twoje ciało potrzebuje, na co jest już gotowe. W moim przypadku dosłownie czułam, gdy wykonanie jakiegoś konkretnego ruchu było już w danym momencie możliwe. Pewien zakres dyskomfortu jest obecny zawsze przy zwiększaniu zakresów ruchu w obrębie stawów po dłuższym unieruchomieniu. Ból jest sygnałem, że poszedłeś o krok za daleko. Słuchaj ciała, sprawdzaj zakresy możliwości w granicach dyskomfortu, nie doprowadzaj do granicy bólu.

Pamiętaj o odpoczynku. Jeśli jednego dnia wykonałeś tyle ćwiczeń, że pod koniec dnia czujesz zmęczenie w połamanym obszarze, pozwól ciału odpocząć. Czasem noc wystarczy na regenerację, czasem potrzebny będzie kolejny dzień na odpoczynek. Zawsze w dniu, w którym odpoczywa zmęczona część ciała, możesz ćwiczyć inne partie ciała. To też przyspiesza powrót do zdrowia.

Może to zabrzmi paradoksalnie, ale z każdego swojego wypadku, okresu naprawiania kości i rehabilitacji, wychodziłam w formie lepszej, niż moja forma wyjściowa sprzed wypadku. Oczywiście był to efekt dużej ilości ćwiczeń, mających przywrócić mi utraconą sprawność, które jednocześnie podnosiły moją formę wspinaczkową.

Wnioski z lekcji i nadawanie sensu zdarzeniu

Niektórzy lubią myśleć, że rzeczy dzieją się po coś. Chcemy znaleźć sens w tym, co się stało. Znaleźć jakieś wytłumaczenie zdarzenia.

Ja lubię myśleć, że rzeczy dzieją się z jakiegoś powodu. Czasem jest to ciąg małych zdarzeń, które w konsekwencji doprowadzają do wypadku. Uproszczenia w opisie tego, co się stało, zwykle nie pokazują ciągu zależności między różnymi elementami, które w konsekwencji przyniosły taki a nie inny skutek.

Ciąg przyczyn doprowadza do określonego rezultatu. Sposób, w jaki podejdziemy do tego, co się stało, jak bardzo otwarci będziemy na eksplorowanie tego ciągu przyczynowo-skutkowego, ostatecznie zadecyduje o tym, jakie znaczenie nadamy zdarzeniu i czego się z niego nauczymy.

Niektóre wnioski z lekcji przychodzą w sposób nagły, intuicyjnie. Na inne potrzeba czasu i szerszego kontekstu, z którego mogą się wyłonić. Bez względu jednak na to, w jaki sposób się pojawią, to my przyjmujemy je i uznajemy za istotne,bądź nie. To my ostatecznie nadajemy znaczenie wydarzeniom.

Wyciąganie wniosków z wydarzeń i nadawanie im sensu to część procesu powracania do zdrowia. I jak każdy proces, trwa w czasie. Czas pozwala spojrzeć na rzeczy z szerszej perspektywy, uzyskać obszerniejszy obraz całego wydarzenia. Pamiętaj, że z patrząc z szerszej perspektywy, ten powypadkowy okres w twoim życiu będzie jedynie niewielkim wycinkiem z całości twojego życia. Niewielkim wycinkiem, który ma szansę być bardzo owocną lekcją na długie lata. A to, czy to dobrze, czy to źle, że sytuacja w ogóle miała miejsce, najlepiej obrazuje przypowieść buddyjska, którą przytaczam poniżej.

„Kiedyś żył sobie pewien farmer, który uprawiał ziemię. Pewnego dnia przyszedł do niego sąsiad i powiedział:

- Zobacz! Twoje pole zostało stratowane, mnóstwo plonów jest zniszczonych. Źle się dzieje sąsiedzie.

Farmer odpowiedział na to ze spokojem:

- Może to i źle, może to i dobrze.

Następnej nocy farmer wysłał na pole swojego syna, aby ten zbadał sprawę i dowiedział się co lub kto powoduje takie straty. Syn zaczaił się w krzakach i zobaczył, że powodem strat jest piękna klacz! Pochwycił ją więc i przyprowadził do stodoły. Wszyscy we wsi mu zazdrościli:

- Jakże pięknego konia Pana syn złapał! Pan to ma szczęście!

Farmer skwitował to mówiąc:

- Może to i dobrze, może to i źle.

Po kilku tygodniach koń uciekł i zniknął gdzieś w lesie. Sąsiedzi znów to skomentowali:

- Pan to ma pecha, teraz ani porządnych plonów, ani konia. Trzeba było go lepiej pilnować!

Farmer spokojnie odpowiedział:

- Może to źle, a może to dobrze?

Nazajutrz klacz powróciła do właściciela, tym razem jednak za nią przybył też zwabiony jej urokiem potężny ogier!

- Pan to ma szczęście! Teraz masz Pan dwa konie, jesteś bogaty!

- Może to i dobrze, a może to i źle.

Syn farmera postanowił ujeździć ogiera, ten jednak nieprzywykły do siodła stanął dęba i zrzucił chłopca na ziemię. Pech chciał, że chłopak złamał nogę i nie mógł pracować. Sąsiedzi zbiegli się przerażeni:

- Tyle cierpienia w tym domu! Taki pech! Co wam po koniu, jak chłopak ma teraz nogi połamane?

Farmer wzruszył ramionami:

- Nie wiem czy to dobrze, czy to źle.

Wkrótce potem wybuchła wojna i król zażądał, aby wszystkich młodych mężczyzn wcielić do wojska. Gdy przybyła komisja poborowa zabrali wszystkich chłopców, oprócz syna farmera, który miał złamaną nogę. Sąsiad na to:

- Wy to macie szczęście. Moich synów zabrali i nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek ich zobaczę, a Pana dzieci w spokoju w domu siedzą.

-Może to i dobrze, może to i źle.”

Powrót do starej-nowej rzeczywistości

Nie zapomnę nigdy tego dnia, gdy po przeszło pięciu tygodniach nieopuszczania łóżka, po raz pierwszy mogłam przejść o kulach z pokoju do kuchni i do łazienki. Gdy kuchnia i łazienka - tak znajome dotąd pomieszczenia - były mi zupełnie obce, nowe, nieznane. Nie czułam się w nich jak u siebie w domu. Pierwsze wyjście na balkon i spojrzenie na góry na zewnątrz - niby znajome, ale obce. Jakby lata świetlne minęły od czasu, gdy je znałam. Nadszedł czas oswajania starej-nowej rzeczywistości. Poznawania na nowo tego, co choć przecież znane, po minionych wydarzeniach stało się inne.

Pierwsze zejście po schodach, pierwsze wyjście na dwór, pierwsza kawa po tygodniach bez niej - to wszystko, choć przecież zwyczajne i znane, miało zupełnie inny wymiar. Było niczym powrót do życia, choć znajomego, to już nie tego samego, bo odbieranego i przeżywanego w zupełnie inny, nowy sposób.


79 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie